środa, 30 kwietnia 2014

Bez tytułu 9



***
Głos lasu słyszę,
zamieniam się w ciszę,
uciekam myślami w inny świat.

Po niebie czystym płynę,
uciekam od tego co sprawia, że ginę,
odnajduję swój srebrny nóż.

Pozwalam by czerwień okryła mnie całą
i razem z moją duszą małą,
wspomnieniem i przeszłością się staję.

Po drodze długiej się rozstaję,
z tymi co kocham, i tymi co ich ranię.

Swój los wreszcie odmieniłam,
i w ostatnim - pożegnalnym - ukłonie się pochyliłam.



***
Schody opustoszałe
z jednym tylko krzesłem na szczycie
naznaczonym czekaniem

Echo ludzkich głosów
co wybrzmiewa jeszcze w pustce
dodaje mi otuchy
i wypełnia mą duszę

Samotna siedzę spoglądając na mebel
przywołując w swojej pamięci
wspomnienie Twojej osoby
siedzącej na krześle.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Teraz


Siedziała na gałęzi wiekowego drzewa, oparta o jego pień. Prześwitujące przez liście promyki słońca delikatnie łaskotały ją po twarzy. Wiatr łagodził popołudniowy upał ostatnich dni lata.

Na małej gałązce przysiadł błękitny motyl. Na chwilę zatraciła się w jego widoku.
Czas płyną, ale ona tego nie zauważała... - ma przed sobą całą wieczność, więc po co liczyć minuty...?
Od zawsze brakowało jej na wszystko czasu, aż do teraz. Tego pięknego dnia zdała sobie sprawę, że może zrobić wszystko, że nie musi rezygnować z jednych marzeń na rzecz innych... Przez chwilę była naprawdę bardzo szczęśliwa, ale po chwili uświadomiła sobie, że jej bliscy nie mają tego "szczęścia", nie mają wiecznego życia. Oni wszyscy przeminą, zostawiając ją samą, a ona nie może nic na to poradzić... Nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Wojny? Rozwój czy upadek technologii i cywilizacji? Czy za 100 lat będzie miała dokąd pójść? Czy będzie miała kogoś, kto będzie przy niej...? Teraz zaczęła się bać. Nie chciała zostać sama, nie chciała wszystkiego stracić.

Z rozmyślań wyrwał ją ten wesoły, kojący głos. Ten głos którego zapewne będzie jej brakować najbardziej. James...

Zeskoczyła z gałęzi stając na przeciw jego tak że dzieliły ich tylko centymetry...

- Boję się. - Wypaliła bez namysłu. - Nie chcę zostawać sama. Nie chcę Was stracić.
- Nie bój się. - Odpowiedział spokojnie spoglądając jej w oczy.
- Ale... - nie pozwolił jej dokończyć.
- Nie bój się - powtórzył - Nie przejmuj się tym. Nie ważne co będzie kiedyś, za 1000 czy za 100 lat. Nie liczy się nawet jutro. Ważne jest to co jest teraz. - Wendy uspokajała się powoli.
- A co jest teraz...? - niepewnie spytała.
- Teraz jesteśmy My. Rozumiesz... - odpowiedział podkreślając "My". - Ty i Ja. I nie ważne jak będzie jutro. Czy będzie jutro. - Uśmiechnął się. Jaki słodki on miał uśmiech. Ta beztroska i siła bijąca od niego. - Ważne jest że teraz jestem obok Ciebie i że Cię kocham... - a po tych słowach wszystko inne straciło znaczenie. Byli tylko On i Ona. Na tym miękkim kocu, pod rozłożystym drzewem. Byli tylko Oni i należeli tylko do siebie.