wtorek, 29 grudnia 2015

Bez tytułu 28


*** 
Mówiąc, że rana goi się,
ona rośnie.
serce w strzępach,
do bólu przywykłam
lepszy on, niż niebyt,
słodszy niż pustka.
Tak umierając nieustannie

przynajmniej wiem, że żyję. 


***
Udam, że nie tęsknię,
zagłuszę szloch,
zamaskuje łzy.
Nie domyślisz się.
Tylko sny,
tylko tam będzie jakiś ślad.
Na szczęście nie czytasz mi w myślach. 


***
Przypomnij mi, proszę, dlaczego tu jestem.
Przypomnij, czemu ta sala ma być lepsza niż mój pokój.
Przypomnij, albo uświadom czemu przywiązana, leżę na sterylnej pościeli.

TO ma być pomoc?
Tak?
Aha, rozumiem...
Zabijesz to, kim teraz jestem.
I myślisz, że będzie Ci lepiej.
Okay.

Zniszcz mnie, tu i teraz,
śmiało i bez wahania, bo już się nie mogę doczekać
Czemu czekasz?
Oh!... 
Ty się boisz,
gdy mam odwagę patrzeć Ci w oczy. 

piątek, 20 listopada 2015

Bez tytuły 27


***
Czuję coś
tylko nie wiem co...
Czy to złość?
- chyba nie, bo nie wypala od środka mnie.
Czy to strach?
- paraliżu w moim ciele brak ...
Czy to ...
chyba nie, a może...
Może to miłość we mnie kwitnie?
Może majowe słońce stopiło w sercu lód.
(Choć mógł to też być rum)
Może to ta godzina, którą późna noc
się zaczyna.
A może...
Nieeee
Albo na pewno
tak działasz na mnie Ty.


***
tak sobie myślę
tak bardzo przytłacza mnie
ten świat
ta szarość codziennego dnia
chciałoby się przespać
dzień
tydzień
miesiąc

tak rozmyślam
szukając ucieczki
mogę zjeść wszystkie
różowe cukierki
a potem ucieknę
idąc spać
pożegnam jesienny świat

a gdybym tylko mogła
gin z tonikiem bym sączyła
na śmierć pomarańczą bym się zapiła
i lucky strike'i ze śmiechem paliła

ale to nic
że nie mogę
chyba pójdę już sobie
do zobaczenia
po drugiej stronie

czwartek, 5 listopada 2015

Bez tytułu 26


***
Byłam i jakimś cudem
Jestem nadal ...
patrzę na płynące deszczu łzy,
jak lśniące krople krwi.

Kwitną już kasztany,
gdy znów Cię spotykam,
tylko patrzę, nie dotykam,
w strachu, że jak mgła znikniesz,
uciekniesz jak piasek przez palce,
ciesząc się widokiem,
kolejny raz Cię tracę
- w szczęśliwe dni, ja płaczę.
Wyobrażam sobie jak się śmiejesz,
a Ty stoisz metr ode mnie.
I ja o tym nie wiem,
i Ty o tym nie wiesz.

I tak samo, żadne nie wie,
że wciąż odpychając
przyciągamy się wzajemnie.
W śmiertelnym tańcu życia,
spotykamy się myśląc,
że przypadkiem,
klnąc, że znowu,
skrycie chcemy,
byle nie ostatni raz.    


***/Gdybanie
Czasami tak sobie leżę,
w ciemnościach pokoju
i czekając aż zasnę
zastanawiam się co by było gdyby...

Gdyby zamiast kawy,
pić znów na śniadania herbatę,

Gdyby zamiast czekolady,
zajadać marcepan,

Gdyby tak czasem, po prostu się zatrzymać
i krzyczeć z całej siły, że pięknie jest albo że boli

Gdyby tak czasem postąpić nieszablonowo
i zrobić coś inaczej, choćby ubrać balerinki w środku zimy
czy sweter na lewą stronę.

Gdyby nie słuchać rozumu
i wsiąść w ten pociąg

I gdyby wtedy powiedzieć "nie"
Z pewnością teraz było by inaczej ...

wtorek, 20 października 2015

Bez tytułu 25


***/ Gdy pytasz mnie o szczęście

Szczęście i spokój
Czy to nie jednoznaczne,
Bądź przynajmniej idące razem w parze?

Szczęście zgubiłam, tak kiedyś sądziłam,
Dziś wiem, że jego istnienie dopiero odkrywam,
A spokój...? Kiedyś melancholię z nim myliłam
Teraz co innego tym mianem nazywam.

Bo szczęśliwa jestem, gdy nic nie robiąc
Leżę, mocno przytulona do Ciebie, w swym prywatnym niebie

I gdy na bosaka, na zimnym stojąc balkonie,
Papierosami grzejemy, chłodne od mrozu dłonie

Kiedy Ciebie euforia aż "nosi" i skaczesz do nieba
Z ochotą poskaczę z Tobą, jeśli przyjdzie taka potrzeba

A po spotkaniu, gdy już do domu wracam,
Lekkim idę niespiesząc się krokiem, jakbym była panią świata.


***

Czy Ty masz pojęcie co ze mną robisz,?
I czy wiesz jak ciężko, myśli przy Tobie utrzymać na wodzy?

Drżę cała pod Twoim dotykiem,
Ledwo łapiąc oddech jakbym walczyła o życie.

Samą swoją obecnością, zmysły do szaleństwa doprowadzasz,
Więc cicho w myślach błagam, byś tego nie zdołał zobaczyć.

I ten stan wcale nie mija, gdy leżę już sama,
Tylko tęskniąc do Ciebie, umieram z pożądania.



sobota, 10 października 2015


(...)
Były takie wieczory, że siedząc w samotności pisała po udach kody kreskowe.

Jedne z nich sprawiały, że przestawała czuć wewnętrzny ból, inne że przestawała płakać i wśród   znajomych potrafiła się beztrosko śmiać.

Kiedyś było inaczej. Nie potrzebowała ICH, żeby było dobrze, ale z czasem przecież wszystko się zmienia. Kiedyś wstawanie z łóżka nie sprawiało, że do oczu napływały jej łzy, a jedzenie nie przyprawiało jej o mdłości. Ale to było tak dawno.

Teraz siedziała za łóżkiem, zwinięta w kłębek jak kotek, słuchając muzyki lekko kiwała się na boki. Obok niej stał kubek pracującej herbaty. Ciepło z pokoju już dawno znikło, zastąpione jesiennym, nocnym powietrzem wlatującym przez otwarte na ościerz okno. Koszmar sprawił, że nie mogła ponownie zasnąć.
Znowu.
Kolejna noc z rzędu.
Przywykła już do nieustannego zmęczenia...
Od tak dawna nie spała spokojnie.

Dzisiaj kolejny raz śniła jej się ta zakapturzona postać, z uśmiechem mrożącym krew w żyłach.
Postać, która kolejny raz usiłowała zabić ją we śnie.

Po przebudzeniu chciała napisać albo zadzwonić do Niego, ale nie zrobiła tego, tak jak poprzedniej nocy i poprzedniej... Nie chciała Go denerwować.

A teraz siedziała sama płacząc cicho pośród ciemności pokoju i chłodu nocy. Teraz znów była sama...



Bez tytułu 25


***
Nieee, najmroczniejszy jest
świt,
gdy wszystkie grzechy
są jakby wypalone
słońcem na ciałach,
i nic już nie jest w stanie
ich zakryć,
bycie potępionym
całe życie - sala rozpraw
z niepokojem czekasz na wyrok.

I tylko przez chwilę,
zanim wzejdzie księżyc
zanim słońce zaśnie
zanim blask ulicznych lamp
przypomni o sobie,
możesz wziąć głębszy oddech,

jakby ciemność
zdejmowała jarzmo win.



***
Lubię ten moment
gdy siedzę wieczorem
i licząc minuty
czuję jak kubek herbaty parzy mnie w dłonie

Lubię ten moment
jak biegnę przez pole
i nie boję ani trochę
bo myślami już jestem
pod Twoim balkonem

Lubię ten moment
gdy zegar bije już północ
a ja wciąż w kuchni stoję
i ciasteczka z czekoladą robię

Lubię ten moment
tą chwilę spotkanie
gdy Twoja dłoń mnie jeszcze nie oplata,
a mi przez samo Twoje spojrzenie
jest gorąco jak w środku lata.

Nie lubię tylko tej chwili
kiedy serce w nocy zamarza w strachu
i poduszka suszy łzy,
a następnego ranka o tym nie mówię nic.

piątek, 25 września 2015

Bez tytułu 24


***
Hej chłopcze!
Myślisz, że uciekasz
i więzienie opuszczasz,
a ty tylko zmieniasz mieszkanie
na inną złotą klatke.

    W sekrecie Ci powiem,
    że wolny będziesz w grobie,
    gdy granic nie będzie
    odpoczniesz wreszcie.

Hej dziewczyno!
Chciałaś w końcu sobą być,
tajemnic złych już nie kryć,
myślałaś, że przyjaciół masz,
a oni narysowali Ci nową twarz.

Hej mężczyzno!
Sądziłeś, że będąc na szczycie
poprawisz innych życie,
a teraz koronę dzierżąc
wiesz, że jesteś tylko marionetką.

Hej!
Tak Ty
Proszę pomóż mi
Nie chcę w strachu żyć.

czwartek, 24 września 2015

Bez tytułu 23


***
Z uśmiechem na twarzy
obejmę Cię ramionami
tak, w porządku,
przecież wszystko gra,
tylko nie patrz jak płonie mój świat.

Nie podoba mi się wieczny bal,
obłąkańczy taniec
uświadomił mi,
że zwyczajnie nie chcę tutaj więcej być.

    Hej ucieknijmy gdzieś,
    uspokój się,
    nie znajdą nas,
    tam gdzie ziemia swą granice ma.

Błagam złap za rękę mnie,
Błagam zacznijmy jeszcze raz
Błagam nie mów, że za późno,
Błagam!
Niech to nie kończy się tak...


***
Zrzuć królewską szatę,
skończ tę błazenadę,
z letargu przebudź się
czy nie widzisz, że oszukali Cię?

Ty umierasz tańcząc z nimi,
Unicestwiasz dobre plany,
Jesteś tylko pionkiem w wielkiej grze,
Proszę, przebudź się!

Wiesz szafot już czeka
i pójdę tam za Ciebie,
I dla Ciebie zniszczę własne sny
tylko nie śpij, zacznij żyć.

wtorek, 22 września 2015

Jak prysznic duszy ...


"And I don't think you see
The places inside me that i find
And I don't know how we
Separate the lies here from the truth
And i don't know he we 
Woke up one day somehow thought we knew
Exactly what we're supposed to do"

/Rise Against/  



Spacery mają to do siebie, że zmuszają nas do głębszych przemyśleń, albo raczej ułatwiają nam wypowiedzenie myśli, których nie mamy odwagi wypowiedzieć przy porannej kawie, w szkolnej ławce, albo w czasie przerwy między zajęciami. A gdy jesteśmy z drugą osobą, działają trochę jak alkohol tyle, że wtedy mamy świadomość tego co mówimy.



Kiedy mówię spacer, widzę dwie odmiany.
Pierwsza to te lżejsze, kiedy ze spokojem i bez żalu przywołujemy wspomnienia albo "rozkoszujemy się chwilą". Teraz w pamięci błąka mi się obraz, zimnego jesiennego popołudnia, kiedy siedziałam na ulubionym mostku, a wokoło mnie wirowały złote listki. I przypomina mi się też ten dzień, tuż przed zakończeniem roku szkolnego, gdy spokojnym spacerowym krokiem wracałam do domu, a potem rzuciłam się w bławatki i maki, i zaczęłam tańczyć śmiejąc się odważnie i radośnie.
Deszcz kojarzy się raczej ze smutkiem, ale ostatni deszczowy spacerek, chociaż krótki był jednym z najprzyjemniejszych...



Ale częściej wybieram się na ten drugi, zupełnie odmienny od pierwszego, typ przechadzek.
Ten pełen melancholijnych myśli, przepełniony żalem i goryczą, smutkiem...
Tu w myślach widzę, ciemną drogę w środku nocy, ale niebo pełne gwiazd, takie jak je tamtej nocy zapamiętałam. Widzę ciemną taflę jeziora, otuloną gęstymi drzewami. Widziałam tamto miejsce setki razy, ale wtedy było najpiękniejsze, spomiędzy łez.
Pamiętam też ten spacer w kwietniu. Było tak ciepło i przyjemnie, już można było poczuć jak blisko jest lato, a ja czułam jakbym zaraz miała umrzeć, tak bardzo bolały mnie szczęśliwe wspomnienia.
Wtedy coś sobie obiecałam...

Trochę śmieszne wydaje mi się to, że część, a w zasadzie większość pragnień wypowiedzianych na samotnych spacerach, spełnia się. To pewnie tylko taki zbieg okoliczności, myślisz o czymś, a tydzień później to się urzeczywistnia. A może magia istnieje ...

środa, 2 września 2015

Bez tytułu 22

Dla Gwiazdki z Nieba 

***
Śmiało, chwyć za broń,
- uśmiecham się kpiąco.
Skoncentruj się i strzelaj,
- mówię pewnym głosem.
Odwagi! Naciśnij spust,
- Jestem ożywiony ton i powaga słów.
No już, strzelaj!
           Tylko patrz mi prosto w oczy.
- Mimo wszystko wiem, że brak Ci sił, by to zrobić.



***
Gdy jesteś daleko
nie myślę o Tobie,
lecz gdy jesteś blisko
serce mi pęka ponownie.

Marzę byś zniknął,
po prostu i na zawsze,
albo byś przytulił
ciepło, tak jak dawniej.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015


Mimo, że była noc, w pokoju było prawie tak jasno, jak za dnia. Przez otwarte okno wpadało do pokoju chłodne zimowe powietrze przesycone zapachem pierwszego śniegu, który spadł zaledwie kilka godzin wcześniej. Ciszę zakłócił dźwięk zegara wybijającego godzinę drugą.

Siedziała na parapecie z zeszytem na kolanach i ołówkiem w ręku, intensywnie wpatrując się w zadanie, jakby od samego patrzenia mógł się pojawić wynik. Po upływie kolejnych kilku minut, sfrustrowana  odrzuciła zeszyt na podłogę. Tej nocy była zbyt zdekoncentrowana by rozwiązać nawet najprostsze równanie kwadratowe. Spojrzała na park. Na jej twarzy malował się ten rozczulający rodzaj melancholii. Uśmiechnęła się blado wspominając, pierwszy raz od bardzo dawna, wydarzenia sprzed pięciu miesięcy.

Była wtedy pełna optymizmu i nadziei. Wszystko w końcu zaczęło się układać w doskonałą całość, przynajmniej z pozoru, a niestety pozory mylą. W ciągu trzech dni wszystko się posypało. Wszystkie plany i marzenia znikły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A ona została ze złamanym sercem i wspomnieniami nie pozwalającymi spokojnie spać przez długie tygodnie. Z czasem zaczęła przyzwyczajać się do palącego bólu tam gdzie kiedyś było jej serce. Za każdym razem, gdy zastanawiała się jak ono teraz wygląda (jeśli w ogóle jeszcze tam jest), widziała rozsypane na ciemnym marmurze, lśniące czerwienią kawałeczki szkła.

Nauczyła się też nie myśleć o wydarzeniach z przeszłości. Na początku, jak wszystko inne włącznie z oddychaniem, było bardzo trudne; z czasem stało się to rutynom. Wspomnienie obietnic szczęścia i obecności zastąpiła ciężką pracą i dodatkowymi zajęciami na uczelni. Każdy dzień wyglądał teraz tak samo. Pobudka o szóstej rano, prysznic, śniadanie, dokładne uprzątnięcie sypialni i kuchni, spacer na uniwersytet, zajęcia, nauka w bibliotece, praca kelnerki w restauracji, powrót do domu późnym wieczorem, prysznic, kolacja i nauka, dopóki oczy same nie zaczną się zamykać. Od bardzo dawno nie bała się niczego, prócz zakłócenia idealnego planu dnia i bezczynnych weekendów. Kiedy nie miała nic do roboty, a pogoda była nieodpowiednia na ćwiczenia na świeżym powietrzu, zaczynała sprzątać. W całym domu nie dało się znaleźć nawet najmniejszej drobinki kurzu, a wszystkie przedmioty były ustawione równiuteńko co do milimetra. Odkąd straciła panowanie nad własnym życiem, ogarnęła ja lekka obsesja kontroli wszystkich elementów dookoła. Nie lubiła już niespodzianek, spontanicznych zachowań, nie oczekiwanych zmian planów. Za bardzo przypominało jej to ostatnie dni we dwoje.

Głęboko odetchnęła. z trudem powstrzymując napływające do oczu łzy. "Trzeba żyć dalej" pomyślała, wstając by zamknąć okno. Chwilę później spokojnym krokiem oddaliła się do sypialni, gdzie zapadła w kolejny szary sen.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Bez tytułu 21


***
To nie tak, że nie lubię Twojego uśmiechu,
po prostu nie potrafię dłużej patrzeć
jak śmiejesz mi się w twarz.

To nie tak, że w oczy boję się spojrzeć,
ja tylko nie chcę widzieć
nienawiści do mnie.

To nie tak, że Cię nie kocham,
tylko myśl, że Ty kochasz inną
zabija we mnie całą miłość.

To nie tak, że Cię nienawidzę,
zwyczajnie sprawiłeś swoim chłodem,
że nie czuję już nic.


Dla Kwiatuszka 

*** / Chwile
Są takie chwile
gdy dziękujesz losowi,
że coś nie wyszło jak wyjść miało,
że wszystko się skomplikowało,
że od wszystkiego odciąć się chciało,
że ktoś na rynku usiadł,
że uciekł autobus,
że jeden wieczór był skradziony,
że weszło się na te głupie schody,
że na dwór wyjść trzeba było,
i że potem w końcu się odważyło
                pozwolić czasowi płynąć
                i cieszyć się z tego jak było.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Bez tytułu 20


***
Nie umiem nawet powiedzieć
Jak bardzo brak mi Ciebie
Nie potrafię też zapomnieć
I wymazać Cię ze wspomnień
Więcej już Cię nie zobaczę
Ale nadal o tym marzę
Wieki już minęły
Odkąd nasze usta się zetknęły
Tysiąclecia odkąd znikły i spojrzenia
Pogodziłam się już z losem
Że znikasz z każdym krokiem

                                           Coraz bardziej 



*** 
Tylko powiew wiatru
- na twarzy,
równy rytm oddechu
- w myślach,
zieleń miękkiej trawy
- pod stopami
i srebrzyste strzały
- za plecami.

Biegnij przed siebie
Chłonąc świat,
Biegnij ile sił
by ominąć życie
Biegnij tam, gdzie
srebrzystych strzał prowadzi Cię ślad.

Śpiew młodych liści
- dźwięczy w uszach,
muska skórę gałązka
- cierniowe kolce,
rubinowe szlaczki na skórze lśniącej
- i łzy strumieniami płynące.

Biegnij, nie zwalniaj
szukając siebie
Biegnij, bo tak trzeba
bo życie goni Ciebie
Biegnij i szukaj
srebrnych strzał, których kiedyś prowadził Cię szlak.

Skalisty szlak
- pośród groźnych gór
Mglista ścieżynka
- biegnąca przez bór
Na szczyt drogą tą idziesz
- by tam skoczyć
I zakończyć swe życie.

Biegnij do końca
bez lęku i wstydu
Biegnij ku przeznaczeniu
ku losowi zmiennemu
Skacz i patrz
to tu jest ze srebrnych strzał szlak.

sobota, 15 sierpnia 2015

Ta lekkość i jeden bez tytułu czyli 19



Późno już. -  Ale jeszcze widno.
Pada deszcz. – Ledwo kropi
Leje jak z cebra - Jak dla mnie kropi 
Przecież się boisz – Wcale nie.
Nie oszukasz mnie. – Ehh dobra boje się, ale lęk należy przezwyciężać.
... – Wygrałam

Blond włosy splotła w warkocz i schowała pod kapturem, po czym wyszła z domu. Ze słuchawek popłynęła kojąca jej umysł muzyka.
4... 3... 2... 1... start!
Kolejne drgania strun niosły ją w nocy. Wyłączyła się na otoczenie. Kochała ten stan. Czuła się wtedy wolna. Od wszystkiego. Nie myślała o niczym. Liczyła tylko rytm... i biegła.

Las. – To co?
Biegniesz? – Tak.
Ale zaraz będzie ciemno. – Ale jeszcze nie jest. Jak będzie to wrócę.
Ehh... – Co?
Nic. – Ok.

Porządnie się ściemniło.
Wyciągnęła słuchawki z uszu.
Spojrzała na zegarek.
Już po 22. Powinnaś wracać. – Tak, tak, tak ...
Stój. – Gdzie jestem...?

Dziwne.  Nie bała się, a chyba powinna. Przecież sama w środku lasu...
Ale tu nikogo nie ma, prócz mnie. – pomyślała – Nic mi się nie stanie. 
Usiadła na chwile na trawie. Las wieczorem jest taki inny. Bardziej tajemniczy. Groźniejszy. I przyciąga z większą mocą niż w dzień. Jest po prostu piękny. 

Zaczęło w niej wzrastać napięcie. Coś było nie tak... 
Wracamy - Mhmm
Teraz! - Tak
Usłyszawszy trzask, odwróciła się.
Ciemny kształt, powoli zbliżał się w jej stronę.
A potem wszystko zaczęło dziać się bardzo szybko.
Przestała myśleć. Instynkt na chwilę wziął górę. Po prostu odwróciła się na pięcie i ruszyła sprintem.
Biegła najszybciej jak tylko potrafiła.
Ze strachu zaczęły palić ją płuca. Musiała się zatrzymać, ale nie mogła.
Oczy lekko zaszły mgłą.
Potknęła się, po czym sturlała z górki.
Tępe uderzenie.
Straciła przytomność.

Gdy się ocknęła leżała gdzieś pod liśćmi. Nie miała pojęcia ile czasu minęło... Zegarek się stłukł, a telefon wypadł... Powoli wstała i ostrożnie wspinając się po wzniesieniu, wróciła na ścieżkę.
Byle do domu – powtarzała w myślach.
Wyszła z lasu. Dopiero teraz zauważyła, że wzeszło słońce.
Przeleżałam tam całą noc. – O rzesz...
Całą noc!!! – ...
Do domu? – A gdzie indziej?!
Przebiegła przez polanę, potem skok przez strumień. I na ścieżkę do domu.
Tylko kawałek. – Tak, tylko kawałeczek.
Zrobiło się ciepło. Letni poranek. Przyjemnie... Już zapominała o nocy.
Była już niedaleko. Ta radość... Tylko kawałeczek.

Ale nie wróciła. Ani tego poranka. Ani następnego. Nie wróciła nigdy.
Rozmyła się w złotym świetle porannych promieni.

Wtedy w lesie, gdy spadła uderzając się, umarła.
Może to i lepiej...?  
Mogła spotkać ją gorsza śmierć – z rąk tego, który ją śledził od tak dawna ... 



***

Ulicą idę, lecę
Spokój wewnętrzny

Niezakłócony życiem miasta



Polami frunę biegnąc

Spokój wokoło

Zmącony emocjami wewnątrz



Szybuję

Mija mnie świat

Mijają mnie ludzie

Szybuję

Muzyka w moim ciele, niesie mnie gdzieś w przestrzeń.