środa, 15 stycznia 2014

Bez tytułu 6


***
Nie wiem czy wiesz,
że gdy jesteś w pobliżu
zaczynam się uśmiechać
i lżej mi się robi na duszy.

Nie wiem czy wiesz,
że gdy patrzysz na mnie,
to blask Twoich oczy
na nowo koloruje mój Świat.

Nie wiem czy wiesz,
że gdy mówisz do mnie
to jakby cały wszechświat
szczęśliwy był i śpiewał.

Nie wiem czy wiesz
- pewnie nie,
że ja bardzo lubię Cię.


***
Słyszysz krzyk,
a potem już nic.

Światło jasne, błyszczące
wyblakło nagle i w mrok
się przemieniło.

Nie ma już nic,
co znaczy wiele,
tylko pustka.

A w pustce mej duszy
ból - co z gardło chwyta,
ból - co serce łamie,
ból - który umysł przyćmiewa,
ból - który życie mi odbiera,

Ból - który jest Twoją nieobecnością. 

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Bez tytułu 5



***
Otacza mnie cisza,
pusta ogarnia moja duszę,
w głębi siebie słyszę
cichy, niepewny głos
- woła mnie do siebie co noc.

Każe przyjść,
chwycić za rękę
zakapturzoną postać pod ścianą stojącą,
szepczącą swoje imię,
co w wielu budzi lęk,
a mi zupełnie obojętne,
ot zwykłe imię
- Śmierć. 


***
Noc - cały świat śpi,
a wraz z nim i Ty.
Cichutko, pod nosem,
kołysankę Ci wciąż śpiewam,
głaszcząc w marzeniach
Twoją twarz....

Świt - zasypiam i ja,
po nocy bezsennej,
pełnej marzeń
i wspomnień chwil,
których nigdy nie było.

Poranek - budzimy się oboje.
Tak blisko siebie myślami,
tak daleko ciałami,
odliczmy godziny,
- dzielący nas czas.



niedziela, 12 stycznia 2014

Bo zawsze jest "coś" albo "ktoś"



Gdy zaczyna się wszystko układać i wreszcie jestem szczęśliwa, pojawia się ktoś, komu bardzo zależy, żebym przestała być szczęśliwa.Mówi, że mój Romeo ma na mnie zły wpływ, że zbyt często się widujemy choć ledwo raz lub dwa w tygodniu. Przeszkadza jej chyba wszystko. I wydaje mi się, że najbardziej to, że go kocham - bardziej niż wszystko inne, niż wszystko...

Nie pozwolę sobie odebrać szczęścia.
Tak długo o nie walczyłam.
Tyle czekałam.
Tak wiele cierpiałam.

Raz w życiu jestem pewna, choć wiele osób mówi inaczej, że na nie zasługuję.

Boję się.
Kiedyś mogłam stracić wiele, teraz - mogę stracić wszystko...

Nie znam dnia, ani godziny, kiedy wszystko odejdzie i znów będę sama... ze swoimi myślami...

Bitwa



      Chłodna letnia noc powoli przemijała, zamieniając się w ciepły poranek. Złociste promienie słońca muskały nieśmiało ziemię.

       Była tam całkiem sama. Nie wiedząc co ma robić, chodziła w kółko. Starała się poukładać plączące się w jej głowie myśli. Powoli uświadamiała sobie co stało się w nocy, ledwie kilka godzin wcześniej. Obrazy - minione chwile - stawały się coraz wyraźniejsze.

        Ciemność, rozjaśniana pochodniami i księżycem, wyglądającym zza ponurych chmur. Odgłosy walki. Z ich strony - przegranej walki. Zatrzymała się w samym środku pola, otoczona przez śmierć. To był koniec. Zostało ich razem może trzech i ona. Nie mieli szans. Krzyki rozpaczy, przerażenia i wściekłości. Ktoś uderzył ją w głowę. Myślała, że chce ją zabić, teraz wiedziała - pomógł jej przetrwać. Upadła na ziemię. Zanim straciła przytomność, zdążyła zobaczyć jak ostatnich z jej oddziału ustawiają w szeregu. Widziała jak po ich twarzach zmęczonych walką, płyną łzy strachu - ostatnie łzy. Ktoś krzyknął "uciekaj" do osoby kryjącej się w cieniu. Złapali go, postawili obok reszty. Ubrani na oliwkowo "żołnierze" przygotowali broń do strzału. Jeden z jej ludzi spojrzał w jej kierunku i blado się uśmiechnął. - Wilga, wiedział, że dowódca żyje, więc był spokojny. Szloch, odgłos głuchych strzałów, a potem już tylko cisza i ciemność. Wszyscy, którzy byli z nią, polegli - bo mieli inne przekonania niż cała reszta świata. Ocknęła się nad ranem. Przez chwilę żałowała, że nie zginęła z resztą. Wahała się czy nie dołączyć do nich teraz. Ale nie mogła - wiedziała, że może i bitwa zakończyła się ich przegraną, ale wojna wciąż trwa i to ONA ją zwycięży. Do kwatery głównej długa droga, a czasu bardzo mało. Ludzie czekają, chcą usłyszeć prawdę o tym co się tu stało. Pora wyruszyć w drogę powrotną. Gdy odchodziła, ostatni raz spojrzała w stronę poległych. Mrok zniknął, by wkrótce powrócić...

piątek, 3 stycznia 2014

Sen...


Sny to wspomnienia miejsc oraz chwil - nawet tych, które nigdy się nie wydarzyły,  to też marzenia, przeczytanie książki, usłyszane piosenki i historie.

Sny odgrywają w naszym życiu dużą rolę - pomagają dostrzec to co często jest nie widoczne, ale czasami...
widzimy w nich rzeczy, o których nie chcemy mówić po przebudzeniu , o których wolelibyśmy zapomnieć, a wielokrotnie nie potrafimy.


             Znajduję się w szarym pomieszczeniu. Złotym płomieniem palą się tam pochodnie. Pada śnieg wśród którego tańczę do muzyki dobiegającej znikąd. Nagle muzyka zamiera, śnieg znika, a ze ścian spływa krew. Zaczynam biec wąskim korytarzem, który po chwili zmienia się w ogromny labirynt. Nie mogę z niego wyjść. Słyszę czyjeś kroki. Na karku czuję czyjś zimny oddech.Obracam się powoli i staję naprzeciw zakapturzonego mężczyzny. Widzę tylko jego złowieszczy uśmiech. Nie potrafię, albo nie chcę się ruszyć. Czuję jak gładzi mnie po szyi, a potem zaczyna mnie dusić. Kątem oka dostrzegam jak wyciąga błyszczący przedmiot. Nóż. Wyrywam się i uciekam. Goni mnie. Powoli opadam z sił, ale nie poddaję się. Na nadgarstkach widzę dwie czerwone linie, z których wypływa zimna krew. Upadam na ziemię. Obraz staję się nie wyraźny lecz mimo to jestem w stanie dostrzec przed sobą tę postać. Słyszę jego głos, przenikający mnie do kości. Mówi, że sama jestem sobie winna i że nadszedł mój czas. Dostrzegam już tylko jak oblizuje nóż ociekający moją krwią. Potem nastaje ciemność i pojawia się dotkliwy ból w sercu, a potem już nic.
             Kolejne co widzę to ja. Leżę na ziemi, blada, ledwo oddycham. Jeszcze kilka chwil temu biała suknia jest teraz czerwona tak jak podłoga wokół. On wciąż nade mną stoi czekając na koniec.  Szybuję w powietrzu w postaci srebrnych drobinek pyłu. Nagle wracam na dół, ból powraca. Wtedy wydaje ostatnie tchnienie.

Budzę się.

To był jeden z najgorszych snów. Nie potrafię o nim zapomnieć chociaż bardzo bym chciała, a już najbardziej chciałabym zapomnieć o tej zakapturzonej postaci. Była najbardziej przerażająca. Dlaczego? - Bo była nią osoba najbliższa mojemu sercu.

czwartek, 2 stycznia 2014

Bez tytułu 4


***


W marzeniach sennych pogrążona,
szybuję po nocnym niebie,
przez wiatr,
jako srebrny pył niesiona,
aż w końcu
migoczę i lśnię na firmamencie
jako mała gwiazdka
i prowadzę wędrowców przez świat.

A teraz jestem
Słońca promieniem
I głaszczę płatki kwiatów,
a potem na ziemię spadam
będąc kropelką porannej rosy,
źdźbła trawy uczepioną.

A teraz?
Budzę się
I jestem zmęczona… 


***

Ciałem jestem tutaj,
Lecz myślami przy Tobie.
Nie odstępuję Cię na krok
- tak jak tego pragnąłeś.
Jestem…
cała sercem i ciałem Twoja,
- jedyna, upragniona,
w snach wymarzona.


 

środa, 1 stycznia 2014

Chmury...







         Wiedzieliście, że chmury też potrafią mówić…?
Wypatrywaliście się kiedyś, w wolnej chwili, jakichś kształtów na nieboskłonie? Szukaliście wzrokiem delikatnych obłoczków płynących po rozmarzonym niebie? Jeśli tak i jeśli macie głęboką i wrażliwą duszę rozumiecie, o czym piszę.
        

          Chmury nie mówią wprost. Nie mówią wierszem, ani czystą prozą. One opowiadają nam niezwykłe historie zapisane na błękitnym papirusie białym piórkiem. Historie dawno zapomniane, które usłyszał kiedyś wiatr i senne marzenia powierzone niegdyś liściom drzew.  Snują opowieść o mężnych rycerzach, tajemniczych damach, niekończących się wędrówkach i o ostatnim spojrzeniu. A to, co zobaczysz, zależy tylko od Ciebie.  Chmury pokazują co, chcą, ale to Ty je odczytujesz i Ty słuchasz opowieści.


          Snują jedne z najpiękniejszych opowieści, ale tylko niektórzy ich słuchają. Tylko część z nas ma tę siłę, chęć i jest na tyle ciekawa, by poznać magię i niezwykłość, jaką w sobie kryją.

          Któregoś wrześniowego poranka, gdy jechałam do szkoły, opowiedziały mi dość osobliwą historię.
Światło poranka muskało moją twarz. Czułam jego ciepło pomimo szyby okna samochodu, przez którą musiało się przebić. Malowało na niebie niezwykłe obrazy – odzwierciedlenie świata, jaki stworzyła jesień wraz z wiatrem w ciągu kilku ostatnich dni, świata na pozór zwykłego, a jednak magicznego.  Spojrzałam w niebo tonące w oszałamiających barwach. Białe obłoki sunęły powoli po niebie zmieniając swoja postać w niezauważalny sposób. Dla kogoś innego byłyby pewnie tylko chmurami, oznaką nadchodzącego deszczu, lecz dla mnie były one otwartą księgą z baśniami.  Na początku jedynie się im przyglądałam, później zaczęłam słuchać, wczytywać się w ich przesłanie, którego do tej pory nie mogę pojąć, a które jest jedną z najpiękniejszych baśni, jakie usłyszał świat.

         Anioły… Dumne białe postacie na barwnym firmamencie. Stojące w szeregach, wolne od wszystkiego, przyglądają się wschodzącemu słońcu, nowemu dniu który wyrasta u ich stóp. W białych szatach, z podniesionym czołem, z siłą, która od nich bije, hardo dzierżą w dłoniach lśniące miecze. Czekają aż ktoś wezwie ich na pomoc, by mogło wypełnić się ich przeznaczenie. By mogły udać się na wieczny spoczynek. Naprzeciw nich stoi jeszcze jeden anioł. Trzyma w ręku chorągiew. Złociste promienie słońca malują na niej nadzieję. Ogarnia mnie nieodparte, błogie uczucie zachwytu.
Na moment postacie znikają mi z oczu za koroną drzew, a gdy znów mogę ujrzeć niebo nad sobą, nikogo tam nie ma. Zastanawiam się, czy może nareszcie, po tylu latach oczekiwań ktoś, wezwał je na pomoc…