Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2015

Anioł zniszczenia ...

(...)

Ból.
Raniłam wszystkich.
Ludzi mi bliskich, zupełnie obcych, zwykłych znajomych.
Fizycznie. - Dotykiem, który był jak igły z lodu, jak ostrza toporów, złamane serce...
Psychicznie. - Po prostu. Samą swoją obecnością. Odbierałam im nadzieję, zadawałam rany nic nie mówiąc, wprowadzałam w stan przygnębienia, depresji. Wystarczyło, że dłużej spojrzałam na kogoś, a zaczynała cierpieć.

Drugiego dnia część z nich się odwróciła...
Trzeciego dnia, zaczęli mnie unikać, ale nadal rozmawiali. Obecny świat daje przecież tyle możliwości.
Czwartego dnia odeszli wszyscy, prócz rodziny. Ale teraz to ja unikam ich, żeby nie zadawać bólu...

Nastała samotność. 

Tak wielu ludzidookoła mnie.
Kilkoro przy mnie.
Żaden ze mną.

Samotne wieczory, spędzone nad książkami, przy gorącej herbacie.
Wielogodzinne spacery; w słońcu, deszczu...
Mnóstwo obejrzanych filmów, zrobionych zdjęć, przesłuchany płyt, przejrzanych gazet, wykonanych rysunków, namalowanych portretów, rozwiązanych testów maturalnych, wszystkie…

Żywa istota - pięknie rzeźbiony, zimny kamień...

(...)

Od tamtej nocy minął tydzień.
Nie widziałam go ani razu.
Tęskniłam? A może czułam ulgę?

Było inaczej.
Tak, inaczej. Albo raczej dziwnie.
Dziwnie...
Tak, to jest dobre określenie.

Niby tak samo.
Wszystko tak samo.
Ale nie we mnie.

Chłód.
To uczucie jakbym cała była z lodu. Nie dotykając dłoni, ramion, brzucha, czułam, jak bardzo byłam zimna.
Nie byłam radosna, o szczęściu już nie wspominając. Ale też nie byłam smutna czy przygnębiona. Po prostu ... Nie czułam emocji. A przede wszystkim nie czułam strachu. Przed niczym.
To nie była odwaga. To zwyczajnie brak strachu.

Pustka.
Pustka we mnie.
To najprawdziwsze określenie tego stanu.

Mogłam tak wiele.
Mówią, że ludzie zranieni są gotowi na wszystko, a Ci, którym odebrało się wszystko są nieobliczalni, bo nie mają już nic do stracenia.
Nie odebrano mi wszystkiego. Tylko emocje... uczucia...
To nie jest wszystko, prawda?


No i było coś jeszcze...

(ciąg dalszy nastąpi)

Dotyk skrzydeł samotności

Tak sobie leżę i słuchając muzyki, nie myślę o niczym istotnym. A potem przypominam sobie o tym upadłym aniele ... To było takie piękne, a co piękne to i szybko się kończy.

Jego oczy...
Zimne, intrygujące ...
A ich spojrzenie, przeszywające człowieka na wskroś w ten przerażający, a zarazem pociągający sposób.
Tak długo nie mówił nic, myśląc, że nie zauważę. Ale ja wiedziałam. Wiedziałam, a może po prostu czułam tę mroczną aurę jaką roztaczał wokół. Ten raz kiedy nasze spojrzenia się spotkały. To drżenie ciała, paraliżujący strach... Zamiast odstraszyć, przyciągnęły mnie. Zapragnęłam być częścią zła i bólu, bo wiedziałam już, że dzięki temu będę bliżej.

Późnym wieczorem, miesiąc temu wszystko się zaczęło. Wplątałam się w historię, w której nigdy nie miało mnie być. Ale wtedy jeszcze o niczym nie wiedziałam ...



Otworzyłam oczy. Ktoś mną lekko potrząsał. Powoli zaczęło do mnie docierać, gdzie jestem. Zasnęłam podczas jazdy.
- Proszę pani, to już ostatni przystanek...
- Oh tak, dziękuję…

Tak czasem jest...

Boże to już ponad miesiąc od ostatniego postu.
Muszę się za siebie wziąć.

Ostatnio było troszkę ciężko. Każdy człowiek ma w życiu takie chwile, w których nie jest w stanie zrobić nic.

Tracisz sens życia i nie wiesz co masz ze sobą zrobić. I albo znajdzie się ktoś, kto Cię podniesie, albo już nigdy nie wstajesz - taki żywy trup. Czasami umierasz na koniec. To chyba nie tak źle. Lepiej umrzeć niż żyć w bólu i błagają o przebaczenie, prawda? Osobiście uważam, że jak najbardziej, chociaż z drugiej strony większość ludzkości zniknęła by w przeciągu kilku miesięcy. Znacie kogoś kto na pewno by zniknął? Podnieście go, zanim będzie za późno. To taka moja drobna rada.

Mnie nikt nie podniósł.
Dryfowałam.
Spadałam.
Tak na zmianę, ale nigdy nie podnosząc się w górę.
Ale jeszcze nie sięgnęłam dna.
I nie sięgnę.
Nie utonę w rozpaczy, melancholii i bólu.

Zmienię coś.
Już wiem co.
Kiedy?
Dzisiaj? Może jutro.

Pozdrowionka :)