czwartek, 24 marca 2016

Wymyślanie tytułów to najtrudniejsza część pisania, więc i tym razem "nie zawsze ma się szczęście, część 3."

    
    Beznamiętnie wpatrywał się jak złocistym płomieniem spalając się kawałki podartego portretu. To był świetny szkic i w tym problem - za bardzo go przypominał. Tamtej nocy mógłby przysiąc, że nikt nie widział jego twarzy. Mylił się. 

    Ognisko już dawno wygasło, a gdy pierwsze promienie słońca rozpoczęły nowy dzień oświetlając pola, wszystkie nocne przemyślenia odeszły w niepamięć, ustępując miejsca codziennym zajęciom. 



    Miała taki zwyczaj, że w każdy ostatni piątek miesiąca chodziła do jednej z kawiarni lub herbaciarni, zawsze o tej samej porze. Spędzała tam półtorej godziny, a potem szła na spacer wzdłuż promenady. 
Za każdym razem zamawiała inny napój. 
Za każdym razem czytała jedno opowiadanie z tej samej książki. 
Za każdym razem sama. 
    Przekraczając próg nowo otwartej herbaciarni, cicho szepnęła "20" i grzecznie witając kelnerkę, usiadła przy stoliku przy oknie. 

    Upijając pierwszy łyk ciemno palonej kawy z Brazylii, otworzyła książkę i pogrążyła się w lekturze. 
Po chwili przyłapała się na machinalnym przewracaniu stron, mimo iż nie przeczytała więcej niż pięć zdań. Wspomnienia zalały jej umył, a oczy wypełniły się łzami. Odwróciła wzrok w stronę okna, mrugając szybko kilka razy, by nie płakać. I wtedy spostrzegła, że z przeciwnej strony ulicy ktoś jej się przypatruje. 



    Stał oparty o ścianę kamieniczki naprzeciwko kawiarni i trzymając ręce w kieszeniach skórzanej kurtki wpatrywał się w dziewczynę za szybą. 
Znowu. 
    Coraz bardziej dręczyło go poczucie winy, które pojawiło się nie wiadomo skąd. Skutkiem tego był w jej pobliżu za każdym razem, gdy wychodziła gdzieś samotnie. Na szczęście nie robiła tego często. Zamyślił się tak bardzo, że dopiero po chwili zorientował się, że teraz i ona mu się przygląda. 
To już drugi raz kiedy go widzi. To nie wróżyło nic dobrego dla niego. Dla niej oznaczało to więcej niż kłopoty. To był wyrok. Przez chwilę jeszcze nie mógł zdecydować czy się w końcu ruszyć z miejsca. Potem skinął do niej głową i zdecydowanym krokiem odszedł brukowaną uliczką. 


    Zastygła oniemiała; skądś znała tę twarz. 
Wybiegła z kawiarni zostawiając swoje rzeczy. 
Rozglądając się uważnie, próbowała dostrzec nieznajomego, ale ten jakby się rozpłynął. Ulica była pusta. 
Zrezygnowana wróciła do stolika i wróciła do swojego "rytuału". 

    Po powrocie do domu, przeszukała wszystkie swoje rysunki, będąc pewną, że gdzieś tam musi kryć się portret. Tyle, że nigdzie go nie było. 
    Zagryzła w nerwach wargę i zaczęła rysować. 


Po ludziach, którzy odeszli od nas, w różnym tego słowa znaczeniu, zawsze pozostaje jakiś ślad. 
Na początku bardzo boli, teraz już mniej. 
Trzy najwyraźniejsze ślady w moim wypadu to mania picia ciepłej herbaty bez względu na temperaturę, przyprawianie czubricą wszystkiego co się da i zachwyt nad muzyką Rise Against. 

A Wasze ślady? 

Kolorowych snów ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz